Felicja i Krzysztof Serdakowscy


Szanowna Redakcjo Biuletynu,

Odpowiadamy na zaproszenie przysłania naszych fotografii z naszym Ojcem świętym, Janem-Pawłem II-gim. Nasze spotkanie odbyło się w marcu 1983-go roku, kiedy to pracowałem na Haiti jako główny geodeta na kontrakcie budowy dróg. Było nas wtedy na tej wyspie pięcioro Polaków i ta niewielka liczba niewątpliwie ułatwiła nam spotkanie z Janem-Pawłem.

Ostatnim etapem pobytu Ojca świętego w Ameryce Centralnej i na Karaibach była Jego wizyta w Port-au-Prince, stolicy Haiti. Poza mną i moją żoną Felicją byli tam również państwo Jan i Teresa Adamczykowie z Krakowa (Jan pracował na Haiti przez Polservice w firmie produkującej kosmetyki) i panna "Lalka" z Warszawy (nie znam nazwiska), towarzyszka inżyniera austryjackiego, także pracującego w tym czasie na Haiti. Pojechaliśmy wszyscy sześcioro na lotnisko, samochodem Jana, trzymając wysoko w powietrzu dużą polską flagę. Wszystkie posterunki kontrolne przepuszczały nas mimo braku oficjalnego zezwolenia. Stanęliśmy w grupie u stóp trybuny honorowej (na załączonej fotografii, od lewej: Jan Adamczyk, "Lalka", Teresa Adamczyk, ja - Krzysztof Serdakowski), gdzie miał zasiąść ze świtą ówczesny prezydent Haiti : Jean-Claude "bébé doc" Duvalier. Po godzinie oczekiwania przyleciał samolot papieski "Alitalia" (chyba z Ekwadoru) z Ojcem świętym.

Po oficjalnym przywitaniu Jan-Paweł odprawił mszę świętą przy specjalnie zbudowanym na tą okoliczność ołtarzu. Nasza piątka Polaków, słuchała mszy przy stopniach ołtarza trzymając polską flagę (uszytą przez moją żonę i oprawioną przez Jana Adamczyka na kiju od szczotki). Po mszy Jan-Paweł zszedł stopniami ołtarza w naszym kierunku. Przepchnąłem się do Niego i mimo, że trzymany przez ochronę za ręce wykręcone do tyłu mogłem zamienić z Ojcem świętym parę słów. Słysząc polski język zatrzymał się przy mnie i zapytał co tu robię w tym kraju. Odpowiedziałem, że pracuję jako specjalista przy budowie dróg. Na co Jan-Paweł: "Przyjechał pan tu z Polski?", odpowiedziałem: "Nie, z Kanady". "Aha, z Kanady", z rozczarowaniem w głosie rzekł Jan-Paweł. Podał mi rękę, którą pocałowałem i pobłogfosławił mnie znakiem krzyża. Zaraz potem odciągnięto mnie za ręce do tyłu i pełni wrażeń wróciliśmy do domu.

Skutkiem wcześniejszych naszych starań (głównie Jana Adamczyka) zostaliśmy zaproszeni całą szóstką (Austryjak też) na wieczorną audjencje z Ojcem świętym do Nuncjatury. Kiedy tam przybyliśmy (jeszcze przed Janem-Pawłem) zostaliśmy oprowadzeni przez polskie siostrzyczki zakonne (zawsze towarzyszące Mu w podróżach) po pomieszczeniach gdzie Ojciec święty miał jeść i spać. Kiedy Jan-Paweł przybył do Nuncjatury (po licznych spotkaniach episkopalnych i modlitwie w katedrze), pomodlił się chwilę w kaplicy Nuncjatury i podszedł do nas. Mnie pamiętał doskonale z przed ołtarza i kontynuował rozmowę pytając o okoliczności naszej emigracji do Kanady i inne sprawy dotyczące naszej rodziny. Rozmowy z naszą piątką trwały ponad dwadzieścia minut (Austryjak nie mówiąc po polsku tylko asystował), następnie ksiądz Dziwisz, przechodząc, powiedział do Jana-Pawła że czas już na kolację. Po chwili Jan-Paweł pożegnał się z nami serdecznie, pobłogosławił, obdarował różańcami i odzedł powoli ... Zanim jeszcze zniknął nam z oczu, ksiądz Dziwisz, wychodząc szybkim krokiem z kancelarii Nuncjatury podszedł do Niego i głośno oznajmił po polsku, tak żeby wszyscy obecni usłyszeli: " Właśnie otrzymałiśmy telex z Warszawy, że władze polskie zgodziły się na drugą wizytę Ojca świętego w Polsce". Jan-Paweł znieruchomiał, wzniósł oczy do Nieba i przez chwilę modlił się w skupieniu. Nigdy nie zapomnimy tego momentu, ani też oczywiście tak uprzywilejowanie długiego kontaktu z tym największym z Polaków.

W czasie całej audiencji dziennikarze z "Osservatore Romano" robili zdjęcia nas z Ojcem świętym. Ja też zrobiłem kilka i Jan Adamczyk próbował, nowo nabytym aparatem z telobjektywem, ale w podnieceniu pomyliły mu się nastawienia i poobcinał nam głowy. Na szczęście zadbał o to, żeby przysłano nam z Rzymu fotografie robione przez dziennikarzy. Załączam trzy z nich. Mam również fotografie z lotniska, naszą piątkę z flagą na kiju od szczotki i mnie z Janem-Pawłem, ale mnie widać tam tylko łysinę. Na wszystkich trzech fotografiach z Nuncjatury moja żona Felicja i ja, Krzysztof, znajdujemy się po prawej stronie Ojca świętego. Na fotografii "Papiez-Haiti-1983-3,jpg", między nami a Ojcem świętym widoczni są "Lalka" i jej Austryjak, a za plecami Jana-Pawła widoczna jest głowa Jana Adamczyka.

Pozdrawiamy i gratulujemy inicjatywy

Felicja i Krzysztof Serdakowscy
 

powrót